Nieruchomy, wstał z ławy i wolnymi kroki5680
Wyszedł na środek izby i podparł się w boki;
I spojrzawszy przed siebie, i kiwając głową,
Zabrał głos, wymawiając z wolna każde słowo,
Z przestankiem i przyciskiem: «A głupi! a głupi!
A głupi wy! Na kim się mleło[439], na was skrupi!…5685
To póki o wskrzeszeniu Polski była rada,
O dobru pospolitym, głupi, u was zwada?
Nie można było, głupi, ani się rozmówić,
Głupi, ani porządku, ani postanowić
Wodza nad wami, głupi! A niech no kto podda5690
Osobiste urazy, głupi, u was zgoda!
Precz stąd! Bo jakom Maciek, was, do milijonów
Kroćset kroci tysięcy fur, beczek, furgonów,
Diabłów!!!!…»
Ucichli wszyscy jak rażeni gromem;5695
Ale razem straszliwy powstał krzyk za domem:
Strój«Wiwat Hrabia!» On wjeżdżał na folwark Maciejów,
Sam zbrojny, za nim zbrojnych dziesięciu dżokejów.
Hrabia siedział na dzielnym koniu, w czarnym stroju;
Na sukni orzechowy płaszcz włoskiego kroju,5700
Szeroki, bez rękawów, jak wielka opona[440],
Spięty klamrą u szyi, spadał przez ramiona;
Kapelusz miał okrągły z piórem, w ręku szpadę.
Okręcił się i szpadą powitał gromadę.
«Wiwat Hrabia! — krzyknęli — z nim żyć i umierać!»5705
Szlachta zaczęła z chaty przez okna wyzierać,
I za Klucznikiem coraz ku drzwiom się napierać.
Klucznik wyszedł, a za nim tłum przeze drzwi runął,
Maciek resztę wypędził, drzwi zamknął, zasunął,
I przez okno wyjrzawszy, raz jeszcze rzekł: «Głupi!»5710
A tymczasem się szlachta do Hrabiego kupi
Idą w karczmę. Gerwazy wspomniał dawne czasy:
Kazał sobie trzy podać od kontuszów pasy,
Na nich ze sklepu[441] karczmy beczki wydobywa
Trzy: jedną miodu, drugą wódki, trzecią piwa.5715
Wyjął goździe, wnet z szumem trysnęły trzy strugi,
Jeden biały jak srebro, krwawnikowy drugi,
Trzeci żółty; troistą grają w górze tęczą,
A spadając w sto kubków, we sto szklanek brzęczą.
Wre szlachta. Tamci piją, ci Hrabiemu życzą5720
Lat setnych, wszyscy: «Hejże na Soplicę!» krzyczą.
Jankiel wymknął się milczkiem, oklep. Prusak, równie
Niesłuchany, choć jeszcze rozprawiał wymównie,
Chciał zmykać: szlachta w pogoń, wołając, że zdradził.
Mickiewicz stał z daleka; ni krzyczał, ni radził,5725
Ale z miny poznano, że coś złego knuje:
Więc do kordów, i hejże! On się rejteruje,
Odcina się, już ranny; przyparty do płotów:
Gdy mu skoczył na odsiecz Zan i trzech Czeczotów.
Za czym rozjęto szlachtę. Ale w tym rozruchu,5730
Dwóch było ciętych w ręce; ktoś dostał po uchu;
Reszta wsiadała na koń. —
Hrabia i Gerwazy
Porządkują, rozdają oręże, rozkazy.
W końcu, wszyscy przez długą zaścianku ulicę5735
Puścili się w cwał krzycząc: «Hejże na Soplicę!»
Tekst skopiowany z wolnelektury.pl
